milosc a zdrada

W dzisiejszych czasach zdrada nie jest niczym porażającym. Jest wszędzie, w zależności od tego, co nasz partner postrzega jako zdradę. Może to być pocałunek, rozmowa z podtekstem erotycznym, miłość platoniczna do innej osoby. Nie musimy koniecznie lądować w łóżku, aby dopuścić się zdrady.

Potępiamy zdradę, ale nie zdradzającego, zwłaszcza, jeżeli to bliska nam osoba. Jak nie zdradzamy my, to ktoś z naszego otoczenia. Jeżeli sami zdradziliśmy, to łatwo nam zagłuszyć wyrzuty sumienia, łatwiej niż kiedyś. Mamy wsparcie koleżanek i kolegów, którzy kryją nas przed naszymi partnerami. Nienormalne…a jednak. Seks w wielkim mieście to nie tylko serial. Po naszym wybryku często umawiamy się na kawę i omawiamy wrażenia z podboju. Jest podekscytowanie, porównywanie, pikantne szczególiki. I ustalanie wersji wieczoru, który oczywiście spędzało się we wspólnym gronie znajomych. Po wszystkim rozchodzimy się i wracamy do naszych połówek. Zadowoleni i uśmiechnięci po mile spędzonym wieczorze ze „znajomymi”.

W epoce singli, wolnych związków i otwartości seksualnej mamy większą szansę na potajemny skok w bok. Żarty na imprezie: „chłopak mówi do podrywającej go dziewczyny: - ale ja mam
już dziewczynę, na co dziewczyna
odpowiada: -ale mi to nie przeszkadza, nie jestem zazdrosna” musza mieć gdzieś swoje źródło.

O dziwo zdrada potrafi wzmocnić związek i dodać mu rumieńców. Zdradę jest w stanie wybaczyć ponad połowa partnerów, którzy się o tym dowiedzieli. Wybaczanie jednak może pociągnąć za sobą negatywne skutki. Partner wybaczył raz, to może wybaczy i następny. Jednak zdradzający dostrzeże nie tylko„plusy” tego działania, ale dla równowagi też minusy. Skoki w bok uzależniają…większa adrenalina, poszerzamy swoje horyzonty, łamiemy rutynę, na nowo odnajdujemy rozkosz. Wyrzuty sumienia i strach przed przyłapaniem mogą nas sparaliżować. Dodatkowo możemy zacząć traktować partnera jak dodatek i własność, taki stary mebel, który trzymamy z czystego sentymentu. Kochanek może być traktowany instrumentalnie, jak przedmiot
do zaspokojenia naszych potrzeb. Wtedy tracimy chęć do budowania więzi a emocje odrzucamy, bo tak bezpieczniej przy pobocznych związkach.

Kiedyś usłyszałam od mężczyzny dosyć osobliwe zdanie: „Mężczyzna zdradza po to, aby wytrwać w związku, a kobieta
po to, aby porzucić faceta”. No niestety to jest prawda, ale nie we wszystkich przypadkach. Teraz kobiety czują się wolne i samodzielne, spełniają się w pracy i w życiu osobistym. Czasami bywa tak, że życie erotyczne w związku może nas znudzić lub partner nie docenia nas tak, jak powinien, ale nadal go kochamy. Niektóre będą czekały na przebłysk, inne…no cóż wezmą sprawy w swoje ręce. Będą kochać partnera, lecz to nie przeszkodzi w uprawianiu seksu z innymi. Wszystko, czego potrzebujemy będzie na nowo zaspokojone. A zdrada… zawsze jakoś to sobie wytłumaczymy, przecież robimy to dla swego dobra i dobra związku.

Zdradzie sprzyja także traktowanie partnera jak bóstwo, ideał. Skoro nasza druga połówka jest tak ślepo w nas zapatrzona i wierzy w każdą brednię (czyt. wymówkę), jaką wymyślimy… to jak nie skorzystać z takiej opcji. Zresztą istnieją wierni partnerzy. Do czasu. Nie każdy wytrwa. Możemy się oprzeć na imprezach świetnej okazji ze sto razy, lecz „sto pierwszy raz” może zarzucić takimi „argumentami”, iż nasza wierność zostanie wpisana pod hasłem MIT.

Klika rozmów z mężczyznami pokazało mi inny świat, świat zdrady, która przybiera różne formy. Z jednej strony spotkałam się z opinią, iż zdrada w sposób naturalny jest przypisana do związku na odległość, bądź weekendowego. Kochanek/kochanka często wiedzą o naszym związku i tolerują go. W końcu umawiamy się na przyjaźń i seks. Reguły gry jasne: relacja niezobowiązująca do niczego więcej, jak tylko do dobrego i w miarę regularnego współżycia. Ewentualnie wspólne wyjście, impreza kino. Nikt nie lubi być sam… Następna opinia pochodzi od mężczyzny dojrzałego, który uważa zdradę za rzecz naturalną. To, że zdradza wcale nie znaczy, że nie kocha żony czy narzeczonej. Najzwyczajniej zaspokaja zaistniałą potrzebę (bezosobowo i bezuczuciowo, tylko instynktownie) i daje upust swoim emocjom. Nic poza tym, tylko „czysty”, niezobowiązujący seks. Przecież chodzi o przekazywanie swoich genów, przedłużanie swojego gatunku - patrz era kamienia łupanego i prymitywnych samców. Kierują się instynktem…a nawet, jeżeli się opierają naturze to 5 minut słabości zawzięty drapieżnik (on lub ona) jest w stanie dobrze wykorzystać. Mamy wtedy: „sto pierwszy” -zaliczony. Po wszystkim pozostaje puste „to się więcej nie powtórzy” – dawkowane dla sumienia wedle potrzeby i z różnym natężeniem.

Skoro mężczyźni mogą zdradzać i jakoś ich nie potępiamy w takim stopniu jak kobiet, to dlaczego kobieta nie może zdradzać? Mamy w końcu równouprawnienie. Mało kto żałuje zdrady i mało kto rezygnuje z niej na zawsze.

Osoby, które dość długi okres czasu były same i prowadziły żywot singla dosyć długo przestawiają się na życie w związku: „my” zamiast „ja”. Instynkt łowcy nie zanika szybko ani u kobiet, ani u mężczyzn. Na początku nie ma zupełnego oddania i zaangażowania. Powoli i stopniowo przekonujemy się do partnera. Wszystko to jedna wielka próba i możliwość przegapienia „tego czegoś”. Dlatego instynktownie lustrujemy tłumy na ulicach czy w klubach. Zauważamy ciekawsze okazy i analizujemy szanse. Więc jeżeli nasz partner czuje się pewnie, stabilnie i jego zaangażowanie wzrasta to mamy szczęście, raczej rogów nam nie doprawi. Gorzej z nami. Jeżeli taki stan trwa dłużej, a nasze zaangażowanie to tylko pozory powinniśmy się zastanowić nad sensem bycia razem. Może partner to tylko urozmaicenie wolnego czasu lub lek na rany z przeszłości.

Zupełnie inną sprawą jest zaborczość i zazdrość. Dla przypadkowego obserwatora takie sceny zazdrości wyglądają czasami tragicznie, a czasami komicznie. Pokazując zazdrość i robiąc publiczne sceny pokazujemy tylko partnerowi jak niepewnie się czujemy. To pokazuje brak zaufania, a skoro partner nam nie ufa nawet jak jesteśmy wierni, to co za różnica czy zdradzamy czy nie. On i tak będzie nieufny i zazdrosny, a my będziemy mieć należyte odreagowanie po takich scenach lub zemstę za takie traktowanie- jak kto woli.

Zdrada…nigdy nie należy jej traktować jako szalonego wybryku. Do zdrady trzeba dojrzeć. Składa się na nią wiele czynników. Czasami zadziała czysta chemia, czasami uczucie. Ale to, że widzimy okazję do zdrady i się jej dopuszczamy pokazuje, że pozwoliliśmy na powstanie przepaści w relacji z partnerem. Nie szanujemy jego uczuć i opinii, jednak to nas nie stopuje. Nie żałujemy, bo przeważnie to bywa świadomy wybór - w końcu mamy rozsądek i wolną wolę. Bywa, że zacieramy to wspomnienie, bywa że czekamy na następną okazję. Zanim się jednak zdecydujemy na zdradę zastanówmy się czy nasze sumienie to zniesie, czy chcemy zdradzić raz w odwecie, czy po to, aby poczuć się pożądaną i atrakcyjną. Jeżeli chcemy bawić się w takie układy non stop to zarzućmy na jakiś czas związki i poczekajmy aż do nich dojrzejemy. Po co krzywdzić innych i siebie ciągłymi tłumaczeniami i wymówkami. Pobądźmy chwilę
sami, popróbujmy luźnych związków, w których niczego nie obiecujemy, po prostu żyjemy chwilą. W końcu jesteśmy dorośli, jeżeli ktoś się na to godzi to chyba wie co robi. Wtedy zdradzamy legalnie, nie depczemy naszego związku ani nie nadużywamy swojego sumienia, a bierzemy z życia pełną garścią.

0
kolobrzezanka23

Czym jest miłość? Nie da się tego zdefiniować, a kto myśli inaczej... - jest głupcem. Każda miłość jest inna, nie tylko każdy przeżywa ją inaczej, ale również i wtedy, gdy pokochaliśmy jakąś inną osobę,to nowe (kolejne) uczucie przeżywamy inaczej . Pojęcie miłość jest wzgledne, niby takie proste, ale jednak trudne. Czemu proste, a zarazm trudne pytasz? Łatwe, bo każdemu z nas wydaje się się, że wiemy co to miłość, a trudne bo gdy czujemy już coś do kogoś nie potrafimy powiedzieć "czym się to tak naprawde je".

Stawiamy sobie pytania: co czuję, kim ona/on dla mnie jest, czy to miłość, kochanie, zakochanie, zauroczenie? Jeśli czujemy coś większego i trwa to już spory czas możemy odrzucić zauroczenie. Wiemy tylko, że cholernie potrzebujemy tego kogoś, pragniemy jej obecności, chcemy słyszeć głos drugiej osobym, mamy ochotę patrzeć na jej oczy, przytulić sie tak po prostu... Ok, ale kto wie co to jest? Kochanie, zakochanie?
A co jesli truga osoba nie jest nawet zauroczona? Cierpimy psychicznie jak i fizycznie - czyjemy ból, jakis ucisk w piersiach. Jak bardzo trudno wtedy odpowiedzieć na te pytania... Żeby było mało... nawet jeśli wiemy, że to uczucie nie ma szans odwzajemnienia, nie chcemy go tracić! Chcemy walczyć, nawet jak mamy znikome szanse..., a jak się nie udaje - znów czujemy ból, jest nam smutno i cholernie nam źle.

Jak bardzo człowiek jest istotą głupią, jak bardzo nasze serce jest naiwne, jak bardzo chielibyśmy umieć się szybko odkochać, być panem własnego serca...

Jest tu ktoś, komu ten przystanek wydaje się bliski swojemu życiu? A może ktoś się nie zgadza i jest na tyle słaby, że już wysiada?

Wtorek, 12/15/2009 - 11:50
kolobrzezanka23

Czym jest miłość? Miłość, kochanie, czy zakochanie?

Wtorek, 12/15/2009 - 11:49
 Sponsoring 

Sponsor poszukiwany

Przykro nam ale nie ma pieniędzy na opłacenie kolejnego miesiąca serwera polubie.pl
Serwer jest opłacony do 16 lutego 2012, potem jak nie zostanie przedłużony to przepada, tym razem naprawdę.

Koszt serwera na m-c to 210 zł, od was zależy czy zostanie przedłużony.

Jeżeli ktoś chce przedłużyć ten serwer proszę o darowiznę 210zł(1 miesiąc) na konto:

Tomasz Zabłocki
67 1140 2004 0000 3902 3329 4192
mBank
Tytułem: darowizna na odnowienie serwera polubie.pl

Pozdrawiam,
Admin